Problemy z laktacją mogą być ogromnym emocjonalnym ciężarem – zwłaszcza gdy od początku jesteś przekonana, że chcesz karmić piersią. Ja też tak miałam. Jeszcze w ciąży przeczytałam książkę o karmieniu, byłam gotowa. Przecież „każda kobieta ma pokarm”, „wystarczy chcieć”, „na bezludnej wyspie wykarmiłabyś dziecko” – to wszystko słyszałam. Nie brałam pod uwagę, że może się nie udać.
A jednak – w czwartej dobie brak pokarmu po porodzie stał się faktem. Moja córeczka potrzebowała dokarmienia. A ja dostałam rozpisany plan odciągania: budzenie co półtorej godziny, 40 minut z laktatorem. I co? 5–15 mililitrów. W najlepszym momencie – 30.
Miałam wrażenie, że nie daję mojemu dziecku tego, co najważniejsze. Że już na starcie „przegrywa”. Że zawiodłam. A przecież tak bardzo chciałam. Próbowałam wszystkiego: suplementów, konsultacji z doradcą laktacyjnym, kontaktu skóra do skóry i różnych laktatorów. Bez większych rezultatów. I to poczucie bycia wybrakowaną – zostało ze mną na długo.
Jako lekarka wiem, że problemy z karmieniem piersią mogą wynikać z wielu czynników: zaburzeń hormonalnych, stresu, trudnego porodu, anemii, czy nawet niewłaściwego wsparcia po porodzie. Ale jako mama, musiałam się nauczyć, że nie jestem mniej wartościowa, jeśli mleko płynęło z butelki, a nie z piersi.
Jeśli nie możesz karmić piersią lub odciągasz mleko z wysiłkiem i łzami – pamiętaj: Twoja wartość jako mamy nie zależy od ilości mililitrów. Bliskość, czułość i obecność mają ogromne znaczenie.
Nie jesteś sama.
Nie zawiodłaś.
Nie jesteś wybrakowana.
Jesteś wystarczająca.
Z czułością,
